

materiały prasowe
Dzieci mają tablet i laptop, rodzice telefony, a auto jedno gniazdo. Technologiczny survival na wakacyjny wyjazd
Tę sytuacje znamy wszyscy z autopsji - cała rodzinna ferajna ściśnięta w aucie, otoczona przez mnogość sprzętu elektronicznego, a samochód ma tylko jedno gniazdo. Już na miejscu - w hotelu, pensjonacie albo domku letniskowym - również gniazdek jest za mało na potrzeby wszystkich akcesoriów do naładowania. Dlatego prezentujemy poradnik o tym, jak dobrać powerbak, wieloportową ładowarkę i kabel, by każdy był zadowolony.
Wszyscy wsiadają do auta, ruszają w stronę morza, gór, jeziora albo lotniska i przez pierwsze kilkanaście kilometrów panuje niemal filmowy spokój. Wprost sielanka! A potem zaczynają się prawdziwy test i nerwówka. Telefon rodzica działa jako nawigacja, drugi odtwarza muzykę. Dziecko ogląda bajkę na tablecie. Nastolatek scrolluje TikToka i twierdzi, że „już prawie nie ma baterii”. Do tego słuchawki, smartwatch, czasem laptop albo konsola przenośna. A w wozie? Jedno gniazdo.
Dlatego na wakacyjną trasę i odpoczynek już na miejscu warto zabrać ze sobą mały technologiczny zestaw ratunkowy. Bo dziś rozładowany telefon to nie tylko brak kontaktu, lecz brak mapy i nawigacji, biletów, rezerwacji, płatności, aparatu oraz w podróży z dziećmi – last but not least - często także brak spokoju na tylnej kanapie.
Kto ma pierwszeństwo ładowania? A po co to pytanie?
Absolutną podstawą wakacyjnej podróży jest więc wydajne, mobilne źródło zasilania - najlepiej takie, która obsłuży więcej niż jedno urządzenie. Dla bardziej wymagających użytkowników dobrym przykładem jest Hama High Power 200 - powerbank o maksymalnej mocy 200 W i pojemności 24000 mAh. To rozwiązanie dla tych, którzy w podróż zabierają nie tylko smartfony, ale też tablet lub laptop - w tym gamingowego „energożernego” potwora. Dzięki dwóm portom USB-C i pojedynczemu USB-A wspomniana ładowarka może odgrywać rolę mobilnego centrum zasilania wtedy, gdy gniazdko jest daleko albo gdy przywracać do życia trzeba kilka sprzętów naraz. Jak na tak potężny i pojemny bank energii model ten wyróżnia się zaskakująco niewielkimi wymiarami.
A jeśli ktoś jednak potrzebuje bardziej kompaktowego rozwiązania i nie wybiera się w aż tak długa trasę? Wówczas praktycznym wyborem okaże się model powerbank Travel o pojemności 10000 mAh, również z logotypem Hama. Może się on pochwalić wbudowanym złączem USB-C, ale przede wszystkim także… zintegrowanym kablem. W praktyce oznacza to mniej przewodów w torbie. Jeśli jednak mamy ze sobą osobny kabel (polecamy Hama Flexible USB-C - USB-C o niebagatelnej długości półtora metra. Cóż za wygoda!), to w ten sposób jesteśmy w stanie zasilać dwa urządzenia jednocześnie.
Za jednym zamachem. Dosłownie
Teraz pozostaje kwestia ładowarki. Nie mniej ważna, bo całkiem częstym scenariuszem w hotelowym pokoju czy pensjonacie jest brak wystarczającej liczby wolnych gniazdek - jedno jest za łóżkiem, drugie zajmuje lampka nocka, a trzecie umieszczono hen daleko, przy drzwiach wejściowych.
I wtedy wjeżdża cała na biało (literalnie!) ładowarka Hama GaN 65 W z dwoma gniazdami USB-C. Wyróżnik? Producent ponownie zadbał o wbudowany kabelek o długości 70 cm, tym razem zwijany. Wystarczy go jednym zdecydowanym ruchem ręki wysunąć, podłączyć urządzenie do zasilenia energią, a po skończonym ładowaniu odpiąć. Przewód płynnie sam wróci do środka obudowy i nie będzie wystawać. Dzięki mocy 65 W ta zgrabna kostka może ładować nie tylko smartfony, ale też tablety czy wybrane laptopy. Z kolei technologia GaN (azotku galu) pozwala zamknąć wysoką wydajność w niewielkiej, lekkiej konstrukcji.
Tak oto jedna, dobrze dobrana ładowarka sieciowa może zastąpić kilka mniejszych. To szczególnie komfortowe podczas wyjazdów, gdy każdy dodatkowy centymetr w bagażu ma znaczenie, a liczba kabli i zasilaczy potrafi łatwo wymknąć się spod kontroli. Bo chyba wszyscy przyznamy, że wakacje powinny zaczynać się od pytania: „dokąd jedziemy?”, a nie: „kto ma jeszcze baterię?”.
źródło: agdrtv24.pl











